Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger | X X X
Cytat z nagłówka pochodzi z utworu "Violet Hill" zespołu Coldplay.

16.4.17

Rozdział 7

Z głębokim westchnięciem opadł na kanapę. Założył ramię na oparciu i odchylił głowę do tyłu. Cholera jasna, chyba za bardzo pośpieszył się ze wstawaniem z przeklętego łóżka szpitalnego. Połowa ciała odmawiała mu posłuszeństwa, a nie było niczego innego na świecie, co wkurwiałoby go bardziej w tej chwili. Asmodeus nie mógł sobie pozwolić ani na odpoczynek, ani na użalanie się nad sobą. Inna sprawa, że w ogóle nie chciał. Miał zbyt wiele spraw do załatwienia. Zbyt wiele głów do ścięcia. Zbyt wiele nerwów do pozbycia. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym więcej przybywało powodów do natychmiastowego opuszczenia lecznicy.
Rozejrzał się naokoło. Przez te wszystkie lata gabinet doktorka nie zmienił się ani trochę. Pozostawał zawieszony w czasie podobnie jak właściciel kliniki. Ash rzadko bywał w tym miejscu. Smród chemikaliów potrafił największego twardziela przyprawić o ból głowy, a świadomość przebywania pod ziemią nie zachęcała do częstych odwiedzin.
Isaiah przyglądał mu się w ciszy, choć demon mógł przysiąc, że po cichu układał słynną wiązankę każdego lekarza. A jednak milczał, na jego szczęście.
— Nie gap się tak na mnie, bo pomyślę, że się zakochałeś — westchnął.
Głośne prychnięcie dobiegło od strony biurka, a tuż po tym niewielkie opakowanie uderzyło w pierś Asmodeusa. Uniósł powiekę i zerknął na dół. Wprost na świeżutką paczkę Black Devili.
— Dlaczego ją tu przytaszczyłeś? — Skinął głową w stronę nieprzytomnej kobiety.
— Staram się dowiedzieć, co z tobą robiła — odparł doktorek grobowym tonem.

19.2.17

Yo!

Cześć wszystkim. Mam dla was złą informację. Otóż, zawieszam działalność bloga na miesiąc. W tym roku kończę 23 lata. Muszę poważnie zastanowić się nad tym, co chcę w życiu robić. Sporządzić plan działania, przemyśleć to co piszę i jak piszę, poczytać, dokształcić się. Całe życie marzyłam o tym, aby wydawać książki. Nadal to siedzi gdzieś w mojej głowie, ale powoli dochodzi do mnie, że to okropnie długa droga, a przecież nie mogę wiecznie czekać na cud. Znajomości nie mam, co tylko utrudnia cały proces, jakiegoś wielkiego talentu również, co dodatkowo mnie dołuje. Siły przebicia także. Najzwyczajniej w świecie muszę się zastanowić czy pisać dalej i rozwijać to na większą skalę, czy lepiej skupić się na zupełnie innej dziedzinie, a pisanie kontynuować jedynie tutaj czysto hobbystycznie. Wiecie, jestem dorosła, każdy kiedyś staje przed ważnymi wyborami. Czas na mnie.
Czas przemyśleć ten cały stuff. Jestem kompletnym samoukiem, nie uczę się niczego w tej kwestii, a wiedzę czerpię na podstawie czytania. Zwyczajnie potrzebuję tego miesiąca, bo odnoszę wrażenie, że od chwili, kiedy ponownie zaistniałam w sieci (właśnie minął rok) nie robię nic innego tylko piszę, piszę, piszę. Właściwie robię to codziennie i powolutku dochodzi do tego, że, hmm, wypalam się? Tak, można to tak określić. 
Nie ma co ukrywać, pisanie na Bloggerze jest okropnie niewdzięczne. Właściwie nieopłacalne, bo pochłania czas, który można by przeznaczyć na cokolwiek innego będącego bardziej produktywnym zajęciem. Nikt za to nie płaci, niestety również wszyscy oczekują wielkich rzeczy. To karkołomna robota, ale wszyscy kiedyś zaczynaliśmy i wiemy, jak to wygląda. Bez pracy nie ma kołaczy i cała reszta tego pseudo mądrego gówna.
Ale bez obaw, wrócę na pewno. Uwielbiam pisanie, a gdzie indziej mogłabym się spełniać jak nie tutaj? To jedyne miejsce, w którym mogę do kogokolwiek dotrzeć. Poza tym mam prawie cały rozdział siódmy napisany, więc to jedynie kwestia czasu.
Dziękuję tymczasem wam wszystkim za niesamowite wsparcie i cudowne komentarze. :* To znaczy naprawdę wieeele. 

PS. Az. wbiję jakoś do ciebie w następnym tygodniu. :P

WRACAM ZA MIESIĄC. :P